Człowiek z pasją - Bartłomiej Kubiak

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
9 lipca 2019

HARDASUKA 2019. Jak powiedział jeden z organizatorów tego przedsięwzięcia „...myślisz, że jesteś człowiekiem z żelaza bo zrobiłeś IRONMANA (3,8km pływania – 180 km na rowerze , 42,2 km biegu) – NIE JESTEŚ ...” Powiem szczerze, że jako osoba, która zdobyła parę razy ten tytuł – zabolało mnie to mocno i weszło na ambicję - postanowiłem wystartować w podobno najtrudniejszym triathlonie na świecie HARDEJSUCE. W 2017 r. udało się ukończyć przed limitem 30 godzin (mój wynik z 2017r to 29 h i 17 min).

To co przeżyłem na tych zawodach, to jakich wspaniałych ludzi poznałem zostało wyryte w mojej pamięci myślę, że na zawsze, ale powiedziałem sobie nigdy więcej... .Mija może tydzień i zaczynają się myśli… a może jeszcze raz ? Może teraz rower zrobię szybciej? Gdyby tak na zbiegach puścić trochę bardziej nogi – to czas byłby lepszy.

Ruszają zapisy i oczywiście decyzja JEDZIEMY na HARDĄ !!!

Niestety jak się okazało edycja 2018 HS była nie dla mnie ponieważ mój saport miał wypadek w drodze na zawody i niestety nie dojechaliśmy na start – ale nic straconego, organizatorzy przepisali mój pakiet na 2019 :)

Droga do HS jest długa i kręta – liczne zawody poprzedzające wyjazd na Słowację oraz długie i monotonne treningi drogami i ścieżkami naszej gminy Dobrcz – katowanie okolicznych „górek” w Strzelcach, Kozielcu czy Trzęsaczu daje powoli efekty – zaliczam dobre występy na pełnym dystansie IRONMANA w Barcelonie i Borównie, udaje się wygrać bieg ultra na 70 km RYKOWISKO, ale czas nieubłaganie ucieka, zbliża się wyjazd na zawody …

… wyjeżdżamy z Dobrcza w środę rano, dajemy sobie 2 dni aklimatyzacji – start jest zaplanowany w piątek na 16:00 na Słowacji. Do Slanickiej Osady przyjeżdżamy ok 13:00 odbieramy pakiet startowy – spotykamy starych przyjaciół z poprzednich edycji – wspominamy nasze zmagania – jest po prostu sielska rodzinna atmosfera – wielu finiszerów z poprzednich edycji przyjechało specjalnie pomóc w organizacji zawodów lub saportują na trasie innych zawodników. Przed godziną 16 szybka odprawa zawodników i wchodzimy na stateczek, który ma nas wywieść na środek Zalewu Orawskiego. GODZINA 16:00 - start z wody – 50 śmiałków zaczyna rywalizację – CEL 22:00 następnego dnia zameldować się w schronisku na Morskim Oku (30h).

Zaczynam spokojnie 5 km pływania – trzeba to przepłynąć i tyle – przecież pływaniem się nie wygrywa. W połowie dystansu zaczyna się mocny wiatr – fala do boku i burza... REWELACJA - myślę - trzeba przyspieszyć bo zaraz zrobi się niebezpiecznie. Z wody wychodzę po 1h i 35 mi., mój saport krzyczy, że jestem 15. Mogło być lepiej, ale cóż mocna stawka jest w tym roku.

Strefa zmian - w miarę możliwości szybka, i pora zaczynać 225 kilometrowy odcinek rowerowy dookoła Tatr z sumą przewyższeń grubo ponad 3000 m. Trasa rowerowa jest długa, mam wrażenie tylko pod górę, ale na szczęście na całej trasie towarzyszą mi Rodzice (w samochodzie), którzy spełniają moją każdą zachciankę żywieniową (jem głównie naleśniki z nutellą – przygotowane przez moją narzeczoną – po prostu niebo w gębie) które dodają niesamowitej energii na trasie. Najgorsze okazują się podjazdy pod „Ząb” i „Bukowinę ” - trasa Tour de Pologne oraz masakryczny podjazd pod „ZUBEREC” ponad 25 km cały czas pod górę (!) rower kończę po 9 godzinach i 10 minutach. W tzw. strefie  T2 czeka na mnie Karola – przyjaciółka Rodziny, która organizuje wszystko co jest potrzebne do szybkiej regeneracji oraz na trasę biegową. STREFA jak w hotelu, mamy siedzenie, stolik oraz posiłki – ciepłe, zimnie (w tym AMBROZJĘ zawodnika – zimną COCA-COLE :). Niestety sielanka szybko musi się skończyć, kolejni zawodnicy przyjeżdżają do strefy zmian, pora ruszać w 55 km odcinek biegowy granią naszych najpiękniejszych gór. Ruszam o 03:20 , więc jest jeszcze ciemno. Na początku czeka mnie ok 7 km „specerek” dnem Doliny Chochołowskiej do Schroniska – jest w miarę płasko, więc można „odpocząć” po rowerze – później zacznie się wspinaczka – suma przewyższeń na odcinku biegowym to ponad 5000 m. Trasa wiedzie przez Grzesia – Rakoń – Wołowiec – Starorobociański do schroniska na Ornaku gdzie jest utytułowany punkt żywieniowy, tam spotykam się z moją Mamą i Karolą, które mają dla mnie rzeczy na ew. przebranie oraz jedzenie na dalszą cześć biegu. Niestety do Ornaku nie dociera moja narzeczona z synkiem – ponieważ pogoda w górach zaczyna się zmieniać, zaczyna być „burzowo”, ale całą rywalizację śledzą w internecie (w pensjonacie zdając mi relację jak idzie mnie oraz innym zawodnikom). Pogoda w górach jest średnia-bardzo niska podstawa chmur, duża mgła, widoczność na graniach nie przekracza 60-70 m. Pomimo, że trasę znam dobrze wraz z innym zawodnikiem gubimy się, lecimy na Słowację. Na szczęście w miarę szybko się zorientowaliśmy i wróciliśmy na szlak. Po Ornaku jest mocne i wymagające wejście na Czerwone Wierchy, tam granią przez Ciemniak- – Krzesanicę -Małołączniak i Kopę Kondradzką dobiegam do Kasprowego Wierchu na którym czeka moja Harda rodzina z poprzedniej edycji - Tomek Smoleń z zespołem oraz Klaudia Dominiak (2krotnka triumfatorka HS) wraz z przepysznym ciepłem rosołkiem i zapasem Coli! (wszystko zorganizowali sami – wnieśli ponad 100 kg prowiantu dla zawodników) . Niestety na Kasprowym zaczyna się burza i bardzo mocno pada – zaczynam zbieg do Murowańca, tam zaczyna się najgorsza część trasy biegowej - podejście pod przełęcz Krzyżne-- w strasznym deszczu i we mgle. Na Krzyżne docieram przed 16 – jest to miejsce gdzie wszyscy zawsze mówią że już „śmierdzi Metą”, ale trzeba być ostrożnym, uważać na mokre kamienie na ostrym zbiegu do Doliny 5 Stawów. W schronisku czeka na mnie Tata i Karola – razem ruszamy przez Świstówkę na metę – mówią, że jestem 9 !!! To rewelacyjny wynik. Idziemy na spokojnie wszyscy razem w kierunku mety. Niestety 400 – 500 m przed metą mija mnie zawodnik, ale powiem szczerze nawet nie chciałem mu uciekać ani tym bardziej go gonić, 10 miejsce w takich zawodach to i tak dużo. Na metę docieram po 26 godzinach i 11 minutach (3h i 6 min lepiej niż 2 lata wcześniej) - teraz tylko liczy się koszulka FINISHERA HARDEJSUKI. Zawody ukończyło 36 śmiałków.

Po tej wyprawie wiem jedno, nie biegną nogi, biegnie GŁOWA!!! A moja głowa mogła „biec” tylko dzięki wsparciu najbliższych (szczególnie WIELKIE DZIĘKI dla narzeczonej Gosi z synkiem, Rodziców, Karoli – mega suport, Siostrze Kasi i Szymonowi – którzy wspierali na odległość oraz mojemu dobremu przyjacielowi Arturowi Kucińskiemu (również mieszkaniec naszej gminy), który wspierał mnie w treningach i mobilizował do walki na trasie.

Autor zdjęć: Bartłomiej Kubiak | Źródło informacji: Bartłomiej Kubiak | Publikujący: Katarzyna Orlikowska-Maliszewska

Galeria

  • Powiększ zdjęcie
  • Powiększ zdjęcie
  • Powiększ zdjęcie
  • Powiększ zdjęcie
  • Powiększ zdjęcie